Usiadłam pod drzewem nie zwracając uwagi na oddalających się chłopaków, po prostu siedziałam i słuchałam muzyki. Po lekcjach dziewczyny wyciągnęły mnie na zakupy w końcu jutro ma się odbyć ta cała dyskoteka w szkole, moja ochota żeby tam iść wynosi mniej niż 0, ale cóż jak się uparły to co mam zrobić. Kupiłam sukienkę i buty na szpilkach. Następnego dnia w szkole, jedynie sobie docinaliśmy z Aleksem więc mogę powiedzieć, że był to udany dzień. Pod wieczór założyłam sukienkę i pasujące do niej buty
Dziewczyny były punktualnie, a już po 30 minutach byłyśmy na miejscu. Chciałyśmy już wejść na sale, kiedy ktoś mnie zawołał
- Idźcie, zaraz do was dołączę - rzuciłam wchodząc do szatni, jednak tam nikogo nie było, ja już mam omamy czy jak? Wzruszyłam ramionami i weszłam na sale, kiedy nagle.... Ktoś z góry oblał mnie farbą. Spojrzałam na swoje ręce po których ściekała biała farba, oczywiście nowa sukienka zaraz trafi do kosza
- Gdzie on kurwa jest?! - wycedziłam przez zęby. Wszyscy patrzyli na mnie, niektórzy się śmiali inni nie wiedzieli co powiedzieć. Dopiero po chwili Candy wskazała na grupkę chłopaków, gdzie stał Aleks i jego kumple, którzy zwijali się ze śmiechu
- Jesteś pojebany! - krzyknęłam popychając go tak, że uderzył o ścianę - To jest według Ciebie zabawne?! No to kurwa gratuluje poczucia humoru! - Bez zawahania uderzyłam go w twarz, wyszłam z sali i poszłam od razu w stronę wyjścia, miałam to gdzieś, że farba ciągle ze mnie skapywała jedyne czego teraz chciałam to znaleźć się w domu
(? :D )

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz