niedziela, 19 kwietnia 2015
Od Taigi
Za każdym razem, gdy otwieram oczy mam przed sobą ten sam jednakowy obraz. Biały, nieskazitelny sufit, może to śmieszne, ale on bardzo przypomina ludzi. Na pierwszy rzut oka jest wręcz idealny, bez pęknięć, czy przebarwień, jednak oglądając go przez kilka dni, miesięcy, lat dostrzegłam w, nim wady, które na pierwszy rzut oka są niezauważalne, czy tak samo nie jest z człowiekiem? Powiecie, że niektóre sufity, są inne, mają różne barwy, a na nawet kształty, zgadza się wyróżniają się tak jak i niektórzy ludzie, czasem zderzają się z krytyką, ale jednak właśnie to , że są inni sprawia, że można ich zauważyć spośród szarego społeczeństwa. Usiadłam na łóżku, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Czarne włosy, które teraz stały w każdą stronę, biała bluzka, która była podniesiona do góry i krótkie spodenki. Przeciągnęłam się i jęknęłam na swój widok. Niechętnie wstałam i pomaszerowałam do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałam czarne rurki i bluzkę na krótki rękach, w kuchni czekało już na mnie śniadanie, a mówiąc dokładniej to tosty i kakao. Mama już wychodziła, ojca nie było więc jadłam w samotności. Zarzuciłam na siebie bluzę, a torbę wzięłam w rękę wychodząc z domu. Zamknęłam drzwi, a gdy się odwróciłam zauważyłam Candy, chodzimy razem do klasy, i znamy się od dobrych 8 lat.
- Co tam czarna? - zapytała z uśmiechem stojąc przy bramie, od kiedy weszłam do liceum każdy mówi do mnie czarna, jednak mi to nie przeszkadza, wystarczy to jedno krótkie słowo i każdy myśli o mojej osobie, a najlepsze jest to że nigdy nie chciałam rozgłosu
- Byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że zaraz piszemy sprawdzian - zaśmiałam się wychodząc do niej, przywitałyśmy się i ruszyłyśmy do szkoły rozmawiając o wszystkim. Pierwsza lekcja chemii minęła szybko, zresztą jak zawsze gdy mamy sprawdzian. Usiadłyśmy z Candy i Su na parapecie, wyjęłam jabłko i chciałam je ugryźć, kiedy ktoś mi je bezczelnie zabrał. Uniosłam wzrok i zauważyłam Aleksa
- Nawet na jabłko Cię nie stać! - warknęłam na co usłyszałam jedynie śmiech
- Spokojnie, bo zaraz zamiast czarna będą na Ciebie wołać czerwona - odezwała się Su - zemścimy się później
- Nawet wiem jak - uśmiechnęłam się pod nosem - Dzisiaj mamy z ich klasą w-f co nie?
- No tak, na dwóch ostatnich lekcjach - odpowiedziała Candy jeszcze nie rozumiejąc.
Reszta lekcji minęła w miarę sprawnie, aż nadszedł czas na w-f. Razem z dziewczynami szybko się przebrałyśmy w krótkie spodenki i jakieś bluzki, czekałyśmy w szatni, aż chłopacy wyjdą. Po kilku minutach mogłyśmy spokojnie wejść do szatni
- To jego? - wskazałam na plecak i rzeczy, które leżały obok
- Jego - kiwnęły zgodnie dziewczyny. Razem z rzeczami chłopaka wyszłyśmy na zewnątrz, przed szkołą rosła mała choinka, założyłyśmy na nią spodnie, a później bluzę. Wyrwałyśmy kartkę i dałyśmy napis " Zgubiłem ubrania, bo daje za krzakiem. Aleks" ze śmiechem wróciłyśmy na w-f i udawałyśmy, że nic się nie stało, jednak gdy tylko usłyszałam krzywy komentarz z jego ust, zamiast mu coś odpowiedzieć tylko się uśmiechałam
(? :D )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz